Przy budowaniu współczesnej kotłowni jednym z najważniejszych tematów – zaraz obok prawidłowej hydrauliki – jest automatyka stosowana w technice grzewczej. Każdy producent, który wypuszcza na rynek swoje urządzenia grzewcze (kotły gazowe, kotły na pellet czy pompy ciepła), produkuje do nich również własne sterowniki. Problem polega na tym, że kotłownie w domach jednorodzinnych są bardzo różne i nie da się wyprodukować jednego uniwersalnego sterownika, który fabrycznie i tanio obsłuży każdy układ.
Pułapka drogich modułów rozszerzeń i „główkowanie” instalatora po fakcie
Gdyby producent chciał stworzyć jeden sterownik pasujący do każdej możliwej kotłowni, takie urządzenie musiałoby kosztować ogromne pieniądze. Wtedy klient, który kupuje kocioł do prostej kotłowni, musiałby słono przepłacać za potencjał, którego nigdy nie wykorzysta. Dlatego w standardzie produkuje się sterowniki proste, a do rozbudowania kotłowni dokupuje się tzw. moduły rozszerzeń.
Producent doskonale jednak wie, że gdy klient kupi już jego kocioł, to jest skazany na jego sterownik główny. Jeśli inwestor chce poszerzyć swoją kotłownię o kolejne obiegi czy źródła ciepła, to teoretycznie nie ma wyjścia – musi kupić dedykowane moduły. Dlatego ich cena jest zazwyczaj bardzo wysoka.
Z drugiej strony mamy realia rynkowe: większość instalatorów nie ma bladego pojęcia o automatyce. Bardzo często wygląda to tak, że instalator najpierw robi samą hydraulikę – dokładnie taką, jakiej nauczył się od lat. Dopiero później, gdy rury są już polutowane i trzeba kotłownię uruchomić, zaczyna się główkowanie: co tu zrobić, żeby to w ogóle działało? Wtedy zaczyna się kupowanie na oślep ogromnej ilości modułów uzupełniających za nie wiadomo jakie pieniądze. W ten sposób drenuje się kieszeń inwestora – i jest to temat stary jak świat.
Fabryczna automatyka kotłowni to nie jest technologia z NASA
Można jednak trafić na instalatora takiego jak ja, który ma na ten temat pojęcie i potrafi zrobić to inaczej. Trzeba sobie powiedzieć wprost: automatyka, którą produkują firmy grzewcze, to nie jest żadna technologia z kosmosu ściągnięta prosto od NASA. Producenci budują ją na bazie powszechnie dostępnych podzespołów. W ogromnym skrócie są to po prostu kombinacje przekaźników zamontowane na płytkach krzemowych (drukowanych), do których dołożono oprogramowanie i zabezpieczenia, żeby układ mógł sterować pompami i komunikować się z kotłem.
Oczywiście ja również czasami montuję taką fabryczną automatykę – jeżeli trafię na specyficzny układ, który tego wymaga, albo gdy takie jest wyraźne życzenie klienta. Zdarza się, że inwestor po prostu chce dużo zapłacić, bo będzie go bardzo cieszyło to, że zobaczy każdy pomiar z każdego czujnika temperatury na każdym z możliwych wyświetlaczy – czy to na termostacie pokojowym, czy na wyświetlaczu w kotle.
Jeżeli jednak podchodzimy do kotłowni racjonalnie – czyli ma ona nam służyć automatycznie, tanio, wygodnie i najlepiej, żebyśmy zaglądali do niej jak najrzadziej – to instalator z wiedzą inżynierską może złożyć taką automatykę z przysłowiowych przekaźników.
Jak działa autorska automatyka przekaźnikowa i ile oszczędza klient?
Złożenie niezawodnego układu sterowania wymaga po prostu wyobraźni przestrzennej i znajomości logiki elektrycznej. Trzeba dokładnie wiedzieć, jak zachowują się sygnały w instalacji:
- Konwersja sygnałów: Trzeba wiedzieć, kiedy i gdzie przełożyć sygnał napięciowy (230V) na sygnał zwierny-rozwierny (beznapięciowy) lub odwrotnie, oraz gdzie na styk zwierny-rozwierny podać napięcie sterujące.
- Zależności logiczne: Tworzymy kombinację, w której zamknięcie jednej zworki powoduje automatyczne otwarcie dwóch następnych lub odwrotnie – i analogicznie sterujemy podawaniem napięć na poszczególne pompy obiegowe oraz źródła ciepła.
- Ułamek kosztów fabrycznych: Jeżeli potrafimy sobie taki schemat wyobrazić w głowie lub narysować na kartce, jedziemy na hurtownię i zamiast automatyki producenta za 3000 zł, kupujemy przekaźniki za około 200 zł oraz puszki, kable i kształtki za kolejne 200 zł.
Rachunek ekonomiczny jest prosty: Będąc już na budowie, gdzie montuję całą kotłownię przy ustalonej stawce, spędzam na złożeniu automatyki po prostu dwie godzinki dłużej. Klientowi opłaca się to nieporównywalnie bardziej niż zakup drogich modułów za 3000 zł, które w praktyce są przekomplikowane i najczęściej stwarzają użytkownikowi problemy.
Realia serwisu: niedouczeni instalatorzy, „serwis z namiestnictwa” i infolinie ze strzałkami
Nie zliczę przykładów, jak w sezonie grzewczym jeżdżę po serwisach – czy to w Ostrołęce, czy po okolicznych gminach wokół mojej siedziby w Łysych – i po prostu od początku do końca tłumaczę ludziom, jak używać ich własnej automatyki. Znów wracamy tu do niedouczonych instalatorów. Dopiero gdy ja zaczynam to tłumaczę, właściciel mówi: „Aha, no to ja już teraz trochę wiem!”.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, gdy fabryczna automatyka sprawia problemy, a na rynku brakuje ludzi, którzy potrafią ją obsłużyć:
- Serwis z namiestnictwa: Mamy na rynku mnóstwo serwisu, który dostał uprawnienia nie z powodu wiedzy i umiejętności, tylko „z namiestnictwa” – za to, że kiedyś zamontował dużo kotłów danego producenta. Przychodzi potem taki delikwent, sam nie wie, jak to podłączyć, podpina to źle i źle ustawia.
- Infolinie z arkuszami odpowiedzi: Nawet jak taki serwisant zadzwoni do centrali serwisu, to po drugiej stronie często siedzą chłopaki lub dziewczyny bez bladego pojęcia technicznego. Mają przed sobą tylko gotowe arkusze odpowiedzi – przysłowiowe „kwadraciki ze strzałeczkami” – które mówią im, o co pytać i jak odpowiadać, gdy klient zadaje określone pytanie.
- Fora internetowe i domorośli eksperci: Na samym końcu z problemem zostajesz Ty, Inwestorze. Zaczynasz szukać pomocy na forach internetowych, gdzie znajdzie się jeden z drugim delikwentem, któremu coś udało się ustawić przez przypadek (albo był u niego ktoś taki jak ja i mu to poustawiał). Taki użytkownik czuje się już bogiem, uważa, że wszystko wie i uczy innych – bardzo często w całkowicie błędny sposób.
Burza, przepięcie w sieci i naprawa za 30 zł zamiast drogiej wymiany płyty
Czy fabryczna automatyka modułowa ma sens? Czasami ma, ale w 95% zwyczajnych kotłowni w domach jednorodzinnych nie ma ona sensu: jest droga, stwarza problemy inwestorom i nie ma do niej rzetelnego serwisu. Co więcej, wystarczy, że latem będzie burza i po instalacji pójdzie przepięcie – wymiana spalonej płyty w module producenta jest bardzo kosztowna.
A przekaźniki? Są prościutkie, kulturalne, zgrabne i schowane w puszce – nic nie widać na zewnątrz, a wszystko działa automatycznie. Jak po przepięciu spali się jeden przekaźnik, to taki element zawsze mam od ręki na samochodzie albo na hurtowni. Wymieniam go za 30 czy 50 zł i jest po temacie.